Przejdź do treści

Bar Przystań w Sopocie pod lupą. Czy kultowa smażalnia zasługuje na swój fenomen?

    Sopot to obowiązkowy punkt na mapie polskiego wybrzeża, a Bar Przystań to miejsce, które obrosło legendą. 27 tysięcy opinii w sieci i niemal nieskazitelna ocena (4,7 gwiazdki) przyciągają turystów i smakoszy, nierzadko generując gigantyczne kolejki ciągnące się aż do plaży. Postanowiliśmy zweryfikować, czy za internetowym fenomenem i pięknym widokiem na morze idzie równie wybitny smak. Sprawdziliśmy flagowe pozycje z menu: zupę rybną, dorsza oraz sandacza.

    Zupa rybna – morze, czy może jednak… flaczki?

    Na pierwszy ogień trafiła zupa rybna, która w tak renomowanym miejscu powinna stanowić popisowe danie. Tymczasem jej profil smakowy okazał się co najmniej zaskakujący. Zamiast esencjonalnego, rybnego bulionu z kwaskową nutą, zupa w Barze Przystań przypominała zupę… flaczkową.

    Choć kucharze zdecydowanie nie żałowali wkładu i mięso ryby było delikatne, to użyta mieszanka przypraw i mocne przesolenie sprawiły, że potrawa smakowała niemal identycznie jak “flaczki z paczki”. Brakowało świeżości i orzeźwienia, a podany do niej zwykły baltonowski chleb tylko pogłębił uczucie przeciętności. W naszej opinii – kompletne rozczarowanie.

    Dorsz atlantycki kontra sandacz – starcie rybnych klasyków

    Dania główne to przede wszystkim klasyka nadmorskich smażalni. Zamówiliśmy dorsza z frytkami oraz sandacza.

    Dorsz atlantycki (55 zł za porcję): To poprawnie zrobiona ryba. Mięso było bielutkie, odpowiednio wysmażone (nieprzeciągnięte) i dobrze doprawione solą. Należy mieć na uwadze, że jest to produkt mrożony, a cieńsza część od ogona szybko stawała się sucha i lekko gumowata w konsystencji. Zjedliśmy ją ze smakiem, jednak nie jest to danie, które wyróżnia się na tle konkurencji z innych nadmorskich lokali.

    Sandacz (40 zł za porcję): Zdecydowany zwycięzca tego testu. Sandacz zaprezentował się o wiele lepiej od dorsza. Świeżutki, soczysty i błyszczący, stanowił świetną propozycję. Użyta przez lokal przyprawa nie dominowała, a jedynie delikatnie podkreślała charakterystyczny smak ryby. To pozycja, do której z pewnością warto wrócić.

    Surówki i frytki, czyli dodatki z problemami

    Dania obiadowe w Barze Przystań ocenić należy także przez pryzmat dodatków. Te wywołały skrajne emocje:

    • Biała kapusta: Prawdziwa rewelacja! Chrupiąca, bardzo świeża, z pysznym dodatkiem chrzanu i dobrze połączoną śmietaną, która nie spływała wodą. Słodka i świetnie bilansująca danie.
    • Kiszona kapusta: Tutaj nastąpiło niemiłe zaskoczenie. Kapusta była bardzo ciemna, wizualnie nie pierwszej świeżości, a w smaku wyraźnie przebijała się goryczka, co dyskwalifikowało tę surówkę w naszych oczach.
    • Frytki: Otrzymaliśmy frytki lekko “skapciałe” – zbyt miękkie. Zdecydowanie mogłyby poleżeć we frytkownicy nieco dłużej, aby zyskać pożądaną chrupkość.

    Podsumowanie i ocena – czy warto stać w kolejce?

    Całe zamówienie wyniosło 157 złotych. Rozbijając to na czynniki pierwsze: zupa kosztowała 26 zł, frytki 20 zł, a każda porcja surówki po 8 zł. Nie jest to opcja najbardziej budżetowa, a 20 złotych to z pewnością zapłata za prestiżowy widok na sopockie morze.

    Czy warto spędzić kilkadziesiąt, a w sezonie letnim nawet do dwóch godzin w kolejce po tutejsze menu? W naszej opinii – absolutnie nie. Jedzenie w Barze Przystań jest potężnie nierówne. O ile sandacz i surówka z białej kapusty to pozycje bardzo dobre, o tyle dorsz jest po prostu standardowy, zupa rybna przypomina flaki, a część dodatków (gorzka kiszona kapusta, niedosmażone frytki) obniża jakość posiłku.

    Często urok tego typu miejsc opiera się na przywiązaniu stałych bywalców i wyrobionej przez dekady marce. Nasza ostateczna ocena dla Baru Przystań to mocno uśrednione 2,5 do 2,7 na 5 możliwych gwiazdek.

    Odwiedziłem kultowy bar Bar Przystań w Sopocie — miejsce, o którym słyszał chyba każdy, kto był nad Bałtykiem. Kolejka? Kilkadziesiąt metrów. Oczekiwania? Jeszcze większe.
    Na talerzu: dorsz, sandacz, zupa rybna, frytki i dwie surówki.
    I teraz szczerze — bo wiecie, że u mnie inaczej się nie da
    Ryba — naprawdę w porządku. Świeża, dobrze usmażona, tutaj nie mam się do czego przyczepić.
    Zupa rybna — rozczarowanie. Brak głębi, brak charakteru.
    Frytki — przeciętne, jak z przypadkowego baru.
    Surówki (zwłaszcza z kiszonej kapusty) — niestety słabo, bez wyrazu.
    Moja ocena? ⭐ 2,7 / 5
    Czy wrócę?
    Tak… ale tylko na samą rybę.
    Nie rozumiem do końca fenomenu tego miejsca i tych ogromnych kolejek. Może kiedyś było lepiej, a może po prostu legenda żyje własnym życiem?
    A Wy? Byliście w Przystani? Jakie macie doświadczenia? Dajcie znać w komentarzach 👇

    #Sopot #BarPrzystań #Bałtyk #foodreview #OddaszFartucha

    źródło: youtube/ Tomasz Strzelczyk ODDASZFARTUCHA

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *