Przejdź do treści

Mandoria pod lupą: Czy jedzenie w największym krytym parku rozrywki w Polsce trzyma poziom?

    Wybierając się do parku rozrywki, nastawiamy się na emocje, rollercoastery i rodzinną zabawę. Jednak dla rodziców równie ważne jest to, co wyląduje na talerzu po kilku godzinach biegania między atrakcjami. Książulo odwiedził Mandorię pod Łodzią, by przetestować ofertę gastronomiczną, która według zarządców ma się wyróżniać na tle konkurencji.

    Ceny, bilety i pierwsze wrażenia

    Zabawa w Mandorii nie należy do najtańszych przyjemności. Bilet rodzinny dla trzech osób to koszt blisko 450 złotych. Do tego dochodzą wydatki na miejscu – szafka za 5 zł, czy pamiątki, gdzie za maskotkę można zapłacić niemal 100 zł. Nawet zwykły lizak na stoisku to wydatek rzędu 26 zł. Jak widać, portfele rodziców są tu wystawiane na ciężką próbę już na starcie.

    Burger u Pikiniera – jasny punkt programu

    Pierwszym przystankiem był burger u Pikiniera. Cheeseburger za 36 zł okazał się miłym zaskoczeniem. Mimo mrożonego kotleta, całość uratowała delikatna maślana bułka i odpowiednia ilość sera. Jak na warunki parku rozrywki, Książulo ocenił go jako przyzwoitą i poprawną opcję, choć zaznaczył, że cena 53 zł za zestaw z frytkami i płatnymi sosami (po 1 zł za keczup/majonez) jest dość wysoka.

    Zapiekanki we Młynie – wielkie rozczarowanie

    Mimo że zarząd Mandorii szczególnie polecał zapiekanki, test wypadł fatalnie. Zapiekanka za ok. 30 zł okazała się mdła, z “plastikową” bułką i niesmaczną szynką. Największym szokiem były jednak czarne, wysuszone pieczarki, które wyglądały bardzo nieapetycznie. Książulo określił tę pozycję jako najgorszą rzecz, jaką zjadł w parku.

    Festiwal mrożonek: Stripsy i nuggetsy

    W strefie “Szalona Kura” ekipa zamówiła gigantyczny zestaw smażeniny za blisko 100 zł. W skład weszły nuggetsy (ocenione jako słabe i “watowate”), krążki cebulowe (więcej ciasta niż cebuli) oraz stripsy, które jako jedyne zawierały prawdziwe kawałki mięsa i były najlepszym elementem zestawu. Całość to typowe jedzenie z półproduktów z ogromną marżą.

    Domowy obiad czy “padlina za 50 zł”?

    W Tawernie Książulo przetestował dania obiadowe:

    • Zupy (Pomidorowa i Żurek): Kosztują po 17 zł za porcję. Pomidorowa okazała się zbyt słona i kwaśna (prawdopodobnie z koncentratu lub proszku), a żurek był niemal czystym płynem bez wkładki i bez jajka (mimo że figurowało na paragonie).
    • Placki ziemniaczane z gulaszem: Za 42 zł otrzymujemy twarde, mrożone talarki ziemniaczane (nuggetsy ziemniaczane), które nie mają nic wspólnego z domowymi plackami.
    • Schabowy i żeberka: Kotlet za ok. 50 zł był suchy i piaskowy, a kapusta kiszona obślizgła i niesmaczna. Żeberka (zestaw za ok. 60 zł) były poprawne, ale cena za taką porcję została uznana za “chora”.

    Podsumowanie – czy warto jeść w Mandorii?

    Choć Mandoria jako park rozrywki oferuje ciekawą przestrzeń dla dzieci, to jej gastronomia pozostawia wiele do życzenia. Poza przyzwoitym burgerem wołowym, większość potraw to drogie, mrożone półprodukty o niskiej jakości wykonania. Książulo podsumował, że oferta nie wyróżnia się pozytywnie na tle innych parków, a wręcz w wielu punktach (szczególnie przy zapiekankach i obiadach domowych) zawodzi.

    500K 👍 = BOBBY NA HYPERIONIE.
    więcej tutaj 👉 https://www.instagram.com/ksiazulo/

    Muala Sklep https://www.instagram.com/muala_sklep/
    Bartek https://www.instagram.com/bartek_dziadu/

    źródło: youtube/ KSIĄŻULO

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *