Gdański Jarmark Bożonarodzeniowy to jedno z najpiękniejszych i najchętniej odwiedzanych miejsc w Polsce w okresie świątecznym. Jednak obok magicznej atmosfery i pięknych dekoracji, kluczowym elementem każdej wizyty jest jedzenie. Tomasz Strzelczyk, znany z kanału “Oddasz Fartucha”, postanowił sprawdzić, jak jarmark wypada pod kątem kulinarnym w swój ostatni weekend działalności. Wyniki tej degustacji mogą zaskoczyć wielu smakoszy.
Słodkie początki: Kaszubskie ruchanki
Pierwszym przystankiem na kulinarnej mapie były tradycyjne kaszubskie ruchanki. Są to puszyste pączki drożdżowe smażone na głębokim tłuszczu, podawane z różnymi dodatkami. Za porcję z cukrem pudrem, cynamonem oraz specyficznym “fiutkiem” (rodzaj tradycyjnego syropu z buraków cukrowych) trzeba zapłacić około 25–27 zł. Choć czas oczekiwania w kolejce może wynosić nawet 40 minut, ciasto jest dobrze wyrośnięte, ciepłe i smaczne, choć dla niektórych może okazać się zbyt słodkie.
Rozczarowanie klasyką: Bigos i kiełbasa
Niestety, nie wszystkie punkty gastronomiczne trzymają wysoki poziom. Jednym z największych rozczarowań okazał się zestaw składający się z bigosu, kiełbi i kromki chleba, za który należy zapłacić 60 zł. Jakość potraw pozostawiała wiele do życzenia:
- Bigos: Zdaniem recenzenta smakował jak produkt z worka, był mało wyrazisty, pozbawiony odpowiedniej kwasowości i charakterystycznego koloru.
- Kiełbasa: Przypominała standardowy produkt z marketu, była niedogrzana w środku i brakowało jej aromatu prawdziwego grilla.
- Cena: Biorąc pod uwagę jakość składników, kwota 60 zł została uznana za zdecydowanie zbyt wysoką.
Premium na jarmarku: Pieczony prosiak
Dla osób szukających czegoś bardziej konkretnego, ciekawą propozycją jest pieczona w całości wieprzowina. Talerz mieszanego mięsa z bułką maczaną w tłuszczu to wydatek rzędu 70 zł. Choć cena jest wysoka, jakość idzie tu w parze z kosztem. Mięso jest soczyste, kruche i dobrze doprawione, a prawdziwym rarytasem okazuje się chrupiące ucho, które jest rzadko spotykanym przysmakiem. To zdecydowanie najjaśniejszy punkt mięsnego menu na jarmarku.
Klasyka gatunku: Pajda chleba ze smalcem
Na koniec nie mogło zabraknąć jarmarkowego klasyka – pajdy chleba ze smalcem. Za 15 zł otrzymujemy solidną porcję ciepłego chleba z obfitą ilością smalcu. To jedna z najbardziej opłacalnych opcji, choć dodatki, takie jak ogórki kiszone, mogą rozczarować nadmierną słonością i brakiem domowego charakteru. Sam “dżem ze świni” (smalec) został jednak oceniony bardzo pozytywnie.
Podsumowanie
Wizyta na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Gdańsku to przede wszystkim przeżycie towarzyskie i estetyczne. Pod kątem kulinarnym warto stawiać na sprawdzone klasyki jak pajda chleba lub zainwestować w porządne, pieczone mięso. Należy jednak uważać na masowe stoiska oferujące przeciętnej jakości produkty w bardzo wysokich cenach.
Kiełbasa z marketu, bigos z worka i ceny jak z restauracji premium.
Sprawdzam, co naprawdę serwują na gdańskim jarmarku i za co każą sobie tyle płacić.
Czy to jeszcze tradycja, czy już masowa produkcja pod turystów?
Bez sponsorów, bez lukru, konkretna ocena jedzenia, jakości i ceny.
👉 Napisz w komentarzu, czy według Ciebie to normalne ceny, czy gruba przesada.
👉 Zostaw suba, jeśli też masz dość wciskania byle czego za kosmiczne pieniądze.
źródło: youtube/ Tomasz Strzelczyk ODDASZFARTUCHA





