Szczecin to miasto, które wielu kojarzy z kultowym pasztecikiem i paprykarzem. Tomasz Strzelczyk, znany z kanału „Oddaszfartucha”, postanowił zmierzyć się z legendą i sprawdzić, czy szczecińskie paszteciki rzeczywiście zasługują na miano kulinarnego symbolu regionu. Wyniki tej wyprawy okazały się zaskakujące i pełne szczerych, nie zawsze pochlebnych opinii.
Kultowe miejsca i pierwsze wrażenia
Wyprawa rozpoczęła się od najstarszego i najbardziej znanego punktu przy alei Wojska Polskiego. To miejsce z tradycją sięgającą 1969 roku, które zachowało surowy wystrój z minionych dekad. Strzelczyk spróbował tam wersji z mięsem, serem i pieczarkami oraz kapustą z grzybami.
- Plusy: Ciasto było chrupiące, dobrze wyrośnięte i – co ważne – nie ociekało tłuszczem. Farsz mięsny przypominał domowe wyroby.
- Minusy: Paszteciki nie były gorące, a jedynie wcześniej przygotowane, co odebrało im nieco walorów smakowych.
Wątpliwości wzbudził jednak barszczyk. Mimo że gorący i lekko kwaskowy, w opinii kucharza nie przypominał domowego wywaru z buraków, a raczej produkt przygotowany z koncentratu.
Wielki rajd po szczecińskich barach
Kolejnym przystankiem była aleja Niepodległości. Tutaj Strzelczyk zauważył, że paszteciki były bardziej nasiąknięte tłuszczem, ale za to farsz mięsny okazał się smaczniejszy i bardziej aromatyczny niż w pierwszym lokalu. Barszczyk w tym miejscu był bardziej wyrazisty, choć brakowało mu tradycyjnych „oczek” tłuszczu, co sugerowało jego przemysłowe pochodzenie.
Kucharz odwiedził również lokal przy ulicy Wyszyńskiego oraz punkt na dworcu głównym. Na dworcu spotkało go największe rozczarowanie:
- Nadmiar tłuszczu: Paszteciki ociekały olejem tak mocno, że pozostawiały wyraźne ślady na dłoniach.
- Barszczyk: Określony mianem „niedobrego”, niemający nic wspólnego z prawdziwymi burakami.
Legenda kontra rzeczywistość
Podczas spaceru Tomasz Strzelczyk nie zapomniał o innym symbolu miasta – paprykarzu szczecińskim, któremu postawiono nawet pomnik. To sentymentalny powrót do czasów szkolnych kanapek, choć kucharz przyznał, że nigdy nie był wielkim fanem jego rybnego zapachu.
Podsumowanie szczecińskiej przygody
Po przejechaniu wielu kilometrów i zjedzeniu tysięcy kalorii, Tomasz Strzelczyk wyciągnął jasne wnioski. Gdyby miał polecić jedno miejsce, byłyby to paszteciki z Wojska Polskiego – głównie ze względu na jakość ciasta, które nie było tłuste.
Największym zarzutem kucharza wobec wszystkich odwiedzonych miejsc był poziom serwowanego barszczu oraz fakt, że paszteciki często piją zbyt dużo tłuszczu. Jako profesjonalista zasugerował prosty trik: dodanie odrobiny alkoholu (np. spirytusu) do ciasta, co zapobiegłoby nadmiernemu wchłanianiu oleju podczas smażenia.
Szczeciński pasztecik pozostaje kulinarną ikoną, ale jak pokazuje test Strzelczyka, warto wybierać sprawdzone punkty, by uniknąć tłustego rozczarowania.
**Szczecin i słynne paszteciki… czy było warto? 🤔**
Specjalnie pojechałem do Szczecina sprawdzić jedną z najbardziej znanych ulicznych legend kulinarnych w Polsce – **paszteciki szczecińskie z barszczem**. Odwiedziłem **cztery różne lokale**, żeby mieć pełen obraz i uczciwie ocenić, czy faktycznie jest się czym zachwycać.
No i… niestety muszę powiedzieć wprost.
Paszteciki okazały się **co najwyżej średnie**.
Ciasto w porządku, nadzienia poprawne, ale **bez efektu „wow”**, którego się spodziewałem po tak kultowym daniu.
Największe rozczarowanie? **Barszcz.**
W większości miejsc był po prostu **bardzo słaby – wodnisty, mało aromatyczny i daleki od tego, co powinno się podawać do takiego klasyka.**
Czy legenda pasztecików szczecińskich jest trochę przereklamowana?
A może trafiłem po prostu w złe miejsca?
W filmie pokazuję **wszystkie 4 lokale**, oceniam smak, wygląd i klimat – i mówię szczerze, jak było.
Dajcie znać w komentarzach:
📍 **Gdzie w Szczecinie naprawdę są dobre paszteciki?**
#pasztecikiszczecińskie #szczecin #streetfood #polskakuchnia #oddaszfartucha
źródło: youtube/ Tomasz Strzelczyk ODDASZFARTUCHA





