Amerykański satelita rozpoznawczy USA-32, wystrzelony jeszcze podczas zimnej wojny, rozpadł się na wysokości około 780 kilometrów nad Ziemią. Po blisko 38 latach spędzonych na orbicie urządzenie stało się kolejnym źródłem niebezpiecznych kosmicznych odłamków. Piotr Kosek z kanału Astrofaza w nowym odcinku „AstroSzortu” wyjaśnia historię satelity, możliwe przyczyny jego zniszczenia oraz zagrożenia związane z syndromem Kesslera. Czy kosmiczne śmieci mogą utrudnić przyszłe loty w kosmos?
Zobacz cały materiał Astrofazy na YouTube:
Amerykański satelita USA-32 rozpadł się na orbicie. Co się wydarzyło?
13 września 2026 roku na niskiej orbicie okołoziemskiej doszło do fragmentacji amerykańskiego satelity USA-32.
Urządzenie znajdowało się na wysokości około 780 kilometrów, gdzie od niemal czterech dekad okrążało Ziemię.
Informację o zdarzeniu potwierdziło Dowództwo Sił Kosmicznych USA (U.S. Space Forces–Space).
Komunikat udostępniony 17 września w serwisie Space-Track wskazywał, że fragmentacja nastąpiła około godziny 21:13 UTC.
Amerykańskie służby poinformowały, że wykrywane odłamki są uwzględniane w systemach monitorowania potencjalnych kolizji z innymi obiektami orbitalnymi.
Nie zidentyfikowano wówczas bezpośredniego zagrożenia, jednak analizę sytuacji kontynuowano.
W nowym odcinku serii „AstroSzort” Piotr Kosek wyjaśnia, dlaczego rozpad tak starego satelity jest interesującym zdarzeniem oraz jakie konsekwencje może mieć dla bezpieczeństwa na orbicie.
Czym był USA-32? Tajny satelita szpiegowski z czasów zimnej wojny
USA-32 był amerykańskim satelitą rozpoznania elektronicznego, identyfikowanym przez historyków techniki kosmicznej jako FARRAH III.
Należał do rodziny urządzeń wykorzystywanych do zbierania informacji wywiadowczych o systemach radarowych i innych źródłach emisji elektromagnetycznych.
Satellity tego typu były szczególnie ważne podczas zimnej wojny.
Stany Zjednoczone wykorzystywały je do obserwowania działalności radzieckich systemów wojskowych, w tym radarów obrony powietrznej.
Zadaniem urządzeń było wykrywanie, rejestrowanie i analizowanie sygnałów radiowych, które mogły dostarczać informacji o możliwościach technicznych oraz rozmieszczeniu infrastruktury przeciwnika.
Satelity serii FARRAH były związane z amerykańskim programem rozpoznania elektronicznego oznaczanym jako Program 989.
Nazwa FARRAH nawiązywała do amerykańskiej aktorki Farrah Fawcett.
FARRAH III – ponad 1300 kilogramów i kilkadziesiąt obrotów na minutę
Satelita USA-32 został wyniesiony na orbitę 5 września 1988 roku z bazy Vandenberg w Kalifornii.
Do startu wykorzystano rakietę Titan II.
Konstrukcja należała do późniejszej, większej generacji satelitów FARRAH.
W przeciwieństwie do wcześniejszych urządzeń była cięższa i dysponowała rozbudowanym wyposażeniem przeznaczonym do rozpoznania elektronicznego.
Według dostępnych opracowań historycznych masa satelity przekraczała 1360 kilogramów.
Urządzenie miało cylindryczny kształt i było wyposażone w anteny pozwalające wykrywać sygnały w różnych zakresach częstotliwości.
Do stabilizacji wykorzystywano obrót konstrukcji wokół własnej osi, z prędkością około 50 obrotów na minutę.
Dzięki takiemu rozwiązaniu można było utrzymywać odpowiednią orientację satelity bez konieczności ciągłej pracy rozbudowanych systemów sterowania.
Satelita miał działać trzy lata. Na orbicie przetrwał 38 lat
Projektowany czas pracy FARRAH III wynosił około trzech lat.
Urządzenie pozostało jednak na orbicie przez kolejne dekady.
Nie ma publicznie potwierdzonej daty definitywnego zakończenia jego działalności operacyjnej.
Co ciekawe, obserwacje prowadzone w 2021 roku wskazywały, że satelita nadal wirował wokół własnej osi.
Nie oznacza to automatycznie, że wciąż realizował swoją misję rozpoznawczą, ale pokazuje, jak długo konstrukcje orbitalne mogą zachowywać niektóre pierwotne cechy ruchu.
USA-32 wykonywał jedno okrążenie Ziemi mniej więcej co 100 minut.
Przez 38 lat oznacza to około 200 tysięcy okrążeń naszej planety.
We wrześniu 2026 roku ta wieloletnia historia zakończyła się fragmentacją satelity.
Dlaczego satelita USA-32 się rozpadł?
Dokładna przyczyna zdarzenia nie została oficjalnie ustalona.
W materiale Astrofazy Piotr Kosek przedstawia kilka możliwych wyjaśnień.
Jednym z nich jest degradacja materiałów konstrukcyjnych spowodowana wieloletnim pobytem na orbicie.
Podczas każdego okrążenia Ziemi satelita może przechodzić między obszarem oświetlonym przez Słońce a cieniem naszej planety.
Powoduje to zmiany temperatury elementów konstrukcji.
Po setkach tysięcy takich cykli mogą pojawić się uszkodzenia związane ze zmęczeniem materiałów.
Wśród rozważanych mechanizmów znajdują się:
- Uszkodzenie zbiornika lub instalacji ciśnieniowej – pozostałości paliwa albo sprężonego gazu mogłyby doprowadzić do rozerwania osłabionego elementu.
- Awaria akumulatora – zestarzały układ magazynowania energii mógłby ulec uszkodzeniu.
- Kolizja z niewielkim obiektem – w satelitę mógł uderzyć mikrometeoroid lub fragment istniejącego śmiecia kosmicznego.
- Długotrwała degradacja konstrukcji – wieloletnie oddziaływanie temperatury, promieniowania i warunków próżni mogło osłabić wybrane podzespoły.
Są to możliwe scenariusze, a nie potwierdzone przyczyny rozpadu USA-32.
Bez dodatkowych danych nie można przesądzić, czy doszło do wewnętrznej eksplozji, uderzenia innego obiektu, czy jeszcze innego rodzaju awarii.
Dlaczego odłamki na wysokości 780 km są niebezpieczne?
Wysokość, na której znajdował się USA-32, ma ogromne znaczenie dla konsekwencji incydentu.
Na bardzo niskich orbitach pozostałości ziemskiej atmosfery stopniowo hamują obiekty, powodując obniżanie ich orbit i ostateczne wejście w gęstsze warstwy atmosfery.
Na wysokości około 780 kilometrów ten proces jest znacznie wolniejszy.
W zależności od rozmiaru, masy, kształtu i parametrów orbit poszczególnych fragmentów część odłamków może pozostać w przestrzeni okołoziemskiej przez wiele dziesięcioleci, a nawet dłużej.
Problem polega na tym, że w podobnych rejonach działają również współczesne satelity.
Przykładem jest konstelacja telekomunikacyjna Iridium NEXT, której 66 satelitów operacyjnych pracuje na wysokości około 780 kilometrów.
Nie oznacza to, że odłamki USA-32 muszą trafić w któryś z nich.
Wspólna wysokość orbitalna jest jednak powodem, dla którego nowe fragmenty powinny być monitorowane.
Ile satelitów i kosmicznych śmieci znajduje się na orbicie?
Piotr Kosek porusza także problem rosnącej liczby obiektów otaczających Ziemię.
W ostatnich latach rozwój wielkich konstelacji telekomunikacyjnych znacząco zwiększył liczbę aktywnych satelitów.
Według statystyk Europejskiej Agencji Kosmicznej z 9 października 2026 roku na orbicie pozostawało około 19 440 satelitów, z czego około 15 900 nadal funkcjonowało.
Znacznie trudniejsza jest ocena liczby śmieci kosmicznych.
Nie wszystkie fragmenty dają się wykrywać i regularnie śledzić za pomocą naziemnych systemów obserwacyjnych.
ESA szacuje, że na orbitach znajduje się około:
| Rodzaj obiektów | Szacunkowa liczba |
|---|---|
| Aktywne satelity | 15 900 |
| Regularnie śledzone obiekty orbitalne | 47 030 |
| Śmieci o rozmiarach od 1 do 10 cm | 1,5 mln |
| Śmieci o rozmiarach od 1 mm do 1 cm | 230 mln |
</figure
Dane ESA z października 2026 roku. Liczby obejmujące najmniejsze fragmenty są szacunkami opartymi na modelach, a nie wynikiem bezpośredniego policzenia każdego obiektu.
To właśnie najmniejsze, trudne do śledzenia fragmenty stanowią poważne wyzwanie dla operatorów satelitów.
Kosmos jest ogromny. Dlaczego mimo to dochodzi do kolizji?
W materiale Astrofazy pojawia się także próba pokazania ogromnej przestrzeni dostępnej na orbicie.
Na wysokości 550 kilometrów powierzchnia hipotetycznej sfery otaczającej Ziemię wynosi około 600 milionów kilometrów kwadratowych.
To bardzo duży obszar.
Przy czysto teoretycznym i równomiernym rozłożeniu śmieci kosmicznych zagęszczenie obiektów może wydawać się niewielkie.
W praktyce satelity i odłamki nie są jednak rozmieszczone równomiernie.
Krążą po orbitach o różnych nachyleniach, wysokościach i kierunkach ruchu, a w niektórych rejonach ich koncentracja jest znacznie większa.
Samo porównanie liczby obiektów z powierzchnią ogromnej sfery nie wystarcza więc do oceny prawdopodobieństwa kolizji.
Znaczenie ma przede wszystkim to, czy tory ruchu obiektów przecinają się w tym samym miejscu i czasie.
Mały odłamek, ogromna energia. Dlaczego prędkość jest kluczowa?
Satelity znajdujące się na niskiej orbicie okołoziemskiej poruszają się z prędkością wynoszącą mniej więcej 7,5 kilometra na sekundę.
W zależności od geometrii spotkania prędkość względna dwóch obiektów może być jeszcze większa.
W materiale Astrofazy jako przykład przyjęto zderzenie z prędkością około 10 km/s.
Przy tak dużej prędkości nawet bardzo mały fragment może przenosić ogromną energię kinetyczną.
Odłamek o masie zaledwie 1,5 grama poruszający się z prędkością 10 km/s ma energię około 75 kilodżuli.
To wartość porównywalna z energią kinetyczną samochodu o masie jednej tony jadącego z prędkością około 44 km/h.
Oczywiście mechanizm zniszczeń w obu sytuacjach jest inny.
Porównanie dobrze obrazuje jednak, dlaczego nawet drobne kawałki metalu mogą być niebezpieczne dla urządzeń orbitalnych.
Czym jest syndrom Kesslera? Efekt domina w kosmosie
Jednym z najważniejszych zagadnień odcinka jest syndrom Kesslera.
Mechanizm ten opisali w 1978 roku amerykańscy naukowcy Donald J. Kessler i Burton G. Cour-Palais.
Zwrócili uwagę, że wraz ze wzrostem liczby satelitów oraz kosmicznych odłamków rośnie prawdopodobieństwo kolejnych kolizji.
Każde zderzenie może tworzyć następne fragmenty.
Te z kolei zwiększają ryzyko dalszych kolizji, które generują jeszcze więcej śmieci.
W pewnych warunkach liczba odłamków może więc zacząć wzrastać nawet bez wystrzeliwania kolejnych satelitów.
Proces ten przypomina samonapędzającą się reakcję łańcuchową.
W skrajnym scenariuszu niektóre obszary orbitalne mogłyby stać się na tyle niebezpieczne, że wykorzystywanie ich przez nowe satelity byłoby znacznie trudniejsze lub ekonomicznie nieopłacalne.
Czy syndrom Kesslera może zablokować ludzkości dostęp do kosmosu?
Piotr Kosek zwraca uwagę na różnicę między naukową teorią a jej filmowym przedstawieniem.
W kinie katastroficznym, między innymi w filmie „Grawitacja”, kosmiczne śmieci bywają przedstawiane jako źródło gwałtownej serii zniszczeń następujących niemal natychmiast.
Rzeczywisty syndrom Kesslera nie musi mieć jednak tak spektakularnego przebiegu.
Może rozwijać się stopniowo, przez wiele dziesięcioleci.
Zwiększająca się liczba obiektów prowadziłaby wówczas do wzrostu ryzyka kolizji, konieczności wykonywania częstszych manewrów unikania oraz zwiększonych kosztów ubezpieczenia i eksploatacji satelitów.
Nie oznacza to nagłego odcięcia całej ludzkości od przestrzeni kosmicznej.
Zagrożenie dotyczy przede wszystkim długoterminowego pogorszenia warunków prowadzenia działalności na najbardziej obciążonych orbitach.
Europejska Agencja Kosmiczna ostrzega jednak, że bez skutecznego ograniczania nowych odpadów i usuwania części istniejących zagrożenie będzie narastać.
Jak można ograniczyć problem kosmicznych śmieci?
Rozpad USA-32 przypomina, jak ważne jest odpowiedzialne projektowanie i eksploatowanie satelitów.
Jednym z podstawowych działań jest planowanie zakończenia misji już na etapie konstrukcji urządzenia.
W przypadku satelitów pracujących na niskich orbitach można między innymi obniżać ich orbitę po zakończeniu działalności, tak aby szybciej spłonęły w atmosferze.
Znaczenie ma również usuwanie resztek paliwa i rozładowywanie akumulatorów, które po zakończeniu misji mogłyby stać się źródłem awarii.
Wśród rozwijanych rozwiązań znajdują się także systemy aktywnego usuwania nieczynnych satelitów i większych fragmentów.
Jednocześnie operatorzy wykorzystują dane orbitalne do przewidywania potencjalnych zbliżeń i wykonywania manewrów pozwalających uniknąć zderzeń.
Wszystkie te działania mają jeden cel: ograniczyć ryzyko sytuacji, w której kosmiczne śmieci będą generować kolejne śmieci szybciej, niż można je usuwać.
USA-32 i syndrom Kesslera. Najważniejsze informacje
| Informacja | Szczegóły |
|---|---|
| Satelita | USA-32 |
| Identyfikacja historyczna | FARRAH III |
| Numer katalogowy NORAD | 19460 |
| Data wystrzelenia | 5 września 1988 |
| Rakieta | Titan II |
| Data fragmentacji | 13 września 2026 |
| Wysokość orbity | około 780 km |
| Okres orbitalny | około 100 minut |
| Pierwotna funkcja | Rozpoznanie elektroniczne |
| Przyczyna rozpadu | Nieustalona |
| Główne zagrożenie | Powstanie kolejnych śmieci orbitalnych |
</figure
Astrofaza wyjaśnia rozpad USA-32. Zobacz cały odcinek AstroSzortu
Fragmentacja satelity USA-32 pokazuje, że urządzenia wystrzelone jeszcze podczas zimnej wojny mogą wpływać na bezpieczeństwo współczesnych misji kosmicznych.
Chociaż sam incydent nie doprowadził do potwierdzonego bezpośredniego zagrożenia dla innych satelitów, nowo powstałe odłamki wymagają dalszego monitorowania.
Piotr Kosek z Astrofazy przedstawia historię tajnej amerykańskiej konstrukcji, możliwe przyczyny jej zniszczenia oraz mechanizm syndromu Kesslera.
Najważniejszy wniosek z materiału jest taki, że największym zagrożeniem nie musi być pojedyncza katastrofa orbitalna, lecz stopniowe nagromadzenie odłamków utrudniających korzystanie z przestrzeni kosmicznej.
Cały materiał można obejrzeć na kanale Astrofaza w serwisie YouTube.
Źródła:
- Astrofaza – „AstroSzort”, materiał o USA-32 i syndromie Kesslera: https://www.youtube.com/watch?v=T-2EXkhOwq4
- Space-Track – oficjalny komunikat U.S. Space Forces–Space: https://www.space-track.org/
- The Space Review – historia satelitów FARRAH: https://thespacereview.com/article/5181/1
- ESA – dane o śmieciach kosmicznych: https://sdup.esoc.esa.int/discosweb/statistics/
- ESA – Space Environment Report 2026: https://www.esa.int/Space_Safety/Space_Debris/ESA_Space_Environment_Report_2026
- NASA – publikacja dotycząca syndromu Kesslera: https://ntrs.nasa.gov/citations/19780057167




