Przejdź do treści

Czy hotel z wyróżnieniem Michelin we Wrocławiu jest wart swojej ceny? Książulo obnaża blaski i cienie luksusu

    Znany twórca internetowy, Książulo, wraz ze swoją ekipą postanowił wziąć pod lupę jeden z najbardziej renomowanych obiektów noclegowych we Wrocławiu – Hotel Altus. Miejsce to szczyci się nie tylko prestiżowymi “Kluczami” Michelin dla samego hotelu, ale również wyróżnieniem tego słynnego przewodnika dla restauracji hotelowej. Czy za wysoką ceną i światowym logo idzie w parze nieskazitelna czystość i wybitne doznania kulinarne? Analiza materiału wideo dostarcza bardzo mieszanych wniosków.

    Ceny z górnej półki i test czystości światłem UV

    Wizyta w tak prestiżowym obiekcie wiąże się z niemałymi kosztami. Za wynajęcie pokoju typu “Superior” na dwie noce trzeba zapłacić ponad 1100 złotych, co w połączeniu ze śniadaniami (130 zł za osobę na dzień) oraz płatnym parkingiem tworzy rachunek na kilka tysięcy złotych za weekendowy pobyt ekipy.

    Wysoka cena rodzi wysokie oczekiwania, dlatego pokoje zostały poddane rygorystycznemu testowi za pomocą latarki ze światłem UV. Jakie były wyniki?

    • Widoczne mankamenty: Choć na pierwszy rzut oka pokoje sprawiały wrażenie czystych i zadbanych, światło UV obnażyło na pościeli, wykładzinach i ścianach liczne, niezidentyfikowane plamy.
    • Lokalne niedogodności: Część okien wychodzi na wewnętrzny, zadaszony dziedziniec, co mocno ogranicza dostęp do światła dziennego. Co więcej, w niektórych pokojach wyraźnie odczuwalne są wstrząsy wywołane przez przejeżdżające nieopodal pociągi.

    Restauracja Michelin w teście Room Service – kulinarna ruletka

    Największym punktem zainteresowania była jednak hotelowa restauracja, która oferuje dowożenie dań prosto do pokoju. Zamówienie szerokiego przekroju menu pokazało, że “sznyt” Michelin nie zawsze trafia w gusta klientów, a wyszukane kompozycje bywają przekombinowane.

    Kulinarne hity:

    • Kanapka z indykiem (32 zł): Zaskakujący faworyt zestawienia. Pełna sera, z chrupiącym bekonem, soczystym indykiem i lejącym się żółtkiem jajka. Bardzo pożywna i, jak na warunki hotelowe, świetnie wyceniona.
    • Polędwica wołowa (169 zł): Najmocniejszy punkt całego zamówienia. Idealnie przygotowane, delikatne mięso w towarzystwie chrzanowej espumy i świetnego placka ziemniaczanego. Zdecydowanie najlepszy stek hotelowy przetestowany do tej pory przez twórców.

    Kosztowne rozczarowania:

    • Przekombinowane warzywa: “Marchewka” za 52 zł i “Pomidor” za 61 zł okazały się daniami niezwykle kwaśnymi, pozbawionymi naturalnej słodyczy warzyw. Piana serowa na pomidorze w smaku łudząco przypominała popularny w dyskontach serek topiony.
    • Twarda jagnięcina (149 zł): Biodrówka jagnięca, która sprawiała wrażenie niedosmażonej, a jej żucie było prawdziwym wyzwaniem.
    • Niejadalny bakłażan (65 zł): Absolutna porażka zamówienia. Danie niezwykle kwaśne, śliskie, o dziwnej konsystencji grzyba, które zostało skwitowane jako po prostu obrzydliwe.
    • Zupa z grejpfrutem i koprem (36 zł): Wyjątkowo gorzkie i nieprzyjemne doznanie smakowe, wynikające z połączenia warzywnego kremu z cierpkim owocem.
    • Kontrowersyjne desery (37 zł za sztukę): Sernik z owczego sera odrzucał specyficznym zapachem i smakiem przypominającym watę cukrową, a “śnieg z maślanki” powielał problem nadmiernej kwasowości. Obronił się jedynie klasyczny rabarbar z lodami śmietankowymi.

    Śniadanie hotelowe – czy warto dopłacać?

    Poranny posiłek, wyceniony na 130 zł od osoby, opiera się na bufecie (wędliny, sery, jajka, owoce) oraz karcie dań serwowanych na zamówienie (m.in. jajka po benedyktyńsku, naleśniki). Choć jakość produktów jest dobra, a naleśniki z twarogiem zebrały pochwały, to całość nie robi spektakularnego wrażenia na tle innych hoteli w Polsce. Zauważalna była też nierówność obsługi – jednego dnia jajka po benedyktyńsku zaserwowano na czerstwej bułce z rzadkim sosem i bez łososia, by kolejnego dnia podać je w znacznie lepszej, napowietrzonej formie z wybitną pastą rybną.

    Podsumowanie

    Wrocławski Hotel Altus to miejsce pełne sprzeczności. Z jednej strony oferuje bardzo wygodne łóżka i wybitne, choć drogie, dania mięsne (jak wspomniana polędwica). Z drugiej strony, goście muszą mierzyć się z drobnymi wpadkami związanymi z czystością, hałasem pociągów oraz mocno przekombinowanym i ekstremalnie drogim menu, w którym wegetariańskie pozycje bywają trudne do zjedzenia. Znaczek Michelin z pewnością buduje prestiż, ale w tym przypadku zdaje się on również uzasadniać ceny, które nie zawsze pokrywają się z satysfakcją na talerzu.

     

     

    źródło: youtube/ KSIĄŻULO

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *