Przejdź do treści

Prawie kilogramowy “Double Godzilla”. Kulinarny challenge, z którym nie każdy sobie poradzi!

    Tomasz Strzelczyk i jego ekipa udali się do Osielska do lokalu “Harry Burger”, aby zmierzyć się z ekstremalnym wyzwaniem kulinarnym. Celem był ogromny burger zjedzony na czas. Przed rozpoczęciem rywalizacji rekord w lokalu wynosił 3 minuty i 31 sekund. Jak z takim wyzwaniem poradzili sobie uczestnicy wyprawy?

    Zasady wyzwania i “Double Godzilla” na talerzu Według zasad określonych przez lokal gastronomiczny, zawodnik w czasie wyzwania musi zjeść w całości burgera o nazwie “Double Godzilla”. W jego skład wchodzi aż 6 porcji wołowiny po 170 gramów każda (co daje ponad kilogram samego mięsa), 12 plastrów boczku, 6 plastrów sera, świeże warzywa, sos oraz oczywiście bułka. Na pokonanie tego ogromnego dania ustalony jest rygorystyczny limit wynoszący maksymalnie 4 minuty i 44 sekundy od pierwszego kęsa.

    Dla najbardziej zdeterminowanych i najszybszych przewidziano nagrody finansowe: zjedzenie poniżej 4 minut gwarantowało 500 złotych, a zejście poniżej 2 minut – aż 2000 złotych. Do starcia stanęło czterech zawodników (Tomasz Strzelczyk, jego dwaj kompani oraz spotkany na miejscu uczestnik, który przyjechał specjalnie w celu podjęcia rzuconej rękawicy).

    Wielkie starcie i weryfikacja możliwości Zawodnicy bardzo szybko zorientowali się, z jak trudnym i zatykającym zadaniem mają do czynienia. Tomasz Strzelczyk ocenił potrawę jako bardzo dużą i wskazał na problem z dużą ilością majonezu, który – wraz ze stopniem wysmażenia mięsa i sporą, zapychającą bułką – sprawił, że bardzo szybko zaczął brakować mu tchu.

    Jeden z uczestników rywalizacji podszedł do tematu w wyjątkowo dynamiczny sposób, w bardzo szybkim tempie chłonąc ogromne kęsy i wywołując spore zaskoczenie reszty. Uczestnicy żartowali między sobą na temat tempa jedzenia, stopnia wysmażenia mięsa i radzili, jak walczyć z ekstremalną suchością jedzenia w końcowej fazie challenge’u (ratowano się popijaniem wody).

    Niestety, dla części zawodników ponad kilogram mięsa, dodatki i bułka zjedzone w pośpiechu okazały się barierą nie do przejścia. Część z uczestników wprost przyznała, że poddaje to wyzwanie. Strzelczyk stwierdził, że zdecydowanie woli delektować się jedzeniem, a tego typu sport to nie jest jego dziedzina. Przyznał jednak po wszystkim, że burgery w osielskim punkcie były zjadliwe i smaczne, i chętnie wróci tam ponownie – tym razem jednak, aby zjeść danie na spokojnie, bez presji czasu.

    Pojechaliśmy do Harry Burger, żeby sprawdzić, czy człowiek jest w stanie pokonać coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak absurd… czyli ponad kilogramowego burgera na czas.
    Na miejscu czekało na nas konkretne wyzwanie: 7 potężnych kotletów wołowych, każdy po około 170 gramów, do tego buła, ser, sosy i dodatki. Razem tworzy to konstrukcję, która bardziej przypomina wieżę niż klasycznego burgera. I teraz najlepsze – masz określony czas, żeby zjeść wszystko. Bez wyjątków, bez zostawiania „na potem”.
    Początek? Klasyka – pewność siebie, pierwszy kęs i myśl: „to będzie proste”. Ale bardzo szybko przychodzi rzeczywistość. Tempo zaczyna spadać, każdy kolejny kęs robi się coraz cięższy, a burger zamiast znikać… jakby wcale nie malał.
    Tu już nie chodzi tylko o jedzenie – zaczyna się gra w głowie. Czy iść na szybkość? Czy rozłożyć siły? Czy najpierw mięso, czy jednak buła? W pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że walczy bardziej ze sobą niż z tym burgerem.
    Atmosfera na miejscu robi robotę – jest presja, jest doping, jest śmiech, ale też momenty zwątpienia. I właśnie to sprawia, że takie wyzwania są świetnym materiałem – bo pokazują nie tylko jedzenie, ale też reakcje, emocje i prawdziwą walkę do ostatniego kęsa.
    Czy się udało? No cóż… to już musicie zobaczyć sami

    źródło: youtube/ Tomasz Strzelczyk ODDASZFARTUCHA

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *