Site icon zTuba.pl

Książulo we Flamingu: Najbardziej odklejona restauracja w Warszawie? Test drogich dań

Znany twórca internetowy, Książulo, odwiedził warszawską restaurację Flaming. Miejsce to słynie z tego, że przyciąga influencerów, osoby z show-biznesu i słynie z bardzo wysokich cen. Celem wizyty było sprawdzenie, czy jakość potraw idzie w parze z rachunkami, do których z góry doliczany jest serwis w wysokości 12,5%.

Zwyczajne smaki za niezwykłe kwoty

Wizyta rozpoczęła się od mrożonej kawy Ice Latte za 27 zł, która smakiem nie różniła się od domowego napoju. Jako pierwsze danie podano Club Sandwich za 91 zł. Zaletą była ogromna porcja, bez problemu wystarczająca dla dwóch osób, oraz dobre pieczywo i obfitość szynki oraz boczku. Mimo to, ponad 100 zł (z doliczonym serwisem) za kanapkę to wygórowana kwota.

Poważnym rozczarowaniem okazała się sałatka Cezar (85 zł). Choć bekon był chrupiący, sam kurczak był niezwykle suchy i twardy. W tej cenie oczekuje się mięsa, które rozpływa się w ustach, tymczasem porcja była mała, a jakość drobiu pozostawiała wiele do życzenia.

Książulo przetestował również tatara wołowego (99 zł), który nietypowo został podany z frytkami, zamiast tradycyjnego pieczywa. Mięso było miękkie i odpowiednio posiekane, jednak w smaku dość nudne i zdominowane przez wyjątkowo ostrą musztardę. Danie w niczym nie uzasadniało swojej wysokiej ceny.

Największe zaskoczenia: makaron za 120 zł i sypiące się burgery

Prawdziwym szokiem cenowym okazał się makaron z sosem pomidorowym wyceniony na 120 zł (ok. 130-140 zł z serwisem). Choć był to poprawny, domowy w smaku makaron z trzema pomidorkami i odrobiną sera, narzucona marża za tak proste danie jest wręcz absurdalna. Z kolei szafranowe risotto (113 zł) okazało się delikatne, ale zbyt mdłe i zaklejające.

Rozczarowaniem okazały się burgery. Klasyczny kosztował 89 zł, a wersja z japońską wołowiną Wagyu aż 269 zł. W obu przypadkach ogromnym problemem była sucha, przypominająca wypieczoną w całości bułka, która całkowicie się kruszyła, utrudniając jedzenie. Zwykłemu burgerowi brakowało przypraw i charakteru. Dopłata niemal 200 zł do wersji Wagyu dała w efekcie jedynie nieco bardziej słone i tłuste mięso, nie usprawiedliwiając w żaden sposób wydatku rzędu 300 zł za kanapkę bez frytek.

Co obroniło się smakiem?

Daniem, które wyróżniło się na plus, była cienka pizza z carpaccio wołowym i świeżymi truflami (112 zł). Ultra-cienkie ciasto, delikatna polędwica i wyrazisty aromat trufli sprawiły, że był to najmocniejszy punkt testu. Pozostałe pizze (Capricciosa i Diavolo po 68 zł) były równie cienkie i smaczne, choć znów – przepłacone w stosunku do tego, co oferuje warszawska konkurencja.

Polędwica wołowa (190 zł) była dobrej jakości, a dołączony sos truflowy świetnie ją uzupełniał, choć mięso zostało nierównomiernie wysmażone (z jednej strony szare, z drugiej różowe). Zaskoczeniem in minus były dodatki – w porcji grillowanych warzyw za 39 zł dużą część stanowiły zwykłe, najtańsze ziemniaki.

Wśród deserów bardzo dobrze oceniono ciepły, czekoladowy fondant (49 zł) oraz lekki, napowietrzony sernik. Tarta z rabarbarem (45 zł) zawierała bardzo dużo nadzienia, jednak okazała się zbyt kwaśna.

Podsumowanie i rachunek

Za całe zamówienie, wraz z doliczonym serwisem, zapłacono 1951 zł. Flaming oferuje niezwykle klimatyczny i ładny ogródek pełen zieleni w samym centrum Warszawy i to prawdopodobnie za niego głównie płacą goście. Jedzenie jest w większości poprawne, ale same ceny są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Podobnej jakości (lub dużo lepsze) potrawy można bez problemu zjeść w stolicy za znacznie mniejsze pieniądze.

 

źródło: youtube/ KSIĄŻULO

Exit mobile version